Czy podoba się wam blog, czy coś zmienić

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 1  Wendy


    Minęła godzina 20. Tłum fanów czekał w napięciu na początek koncertu. Reflektory na scenie oświetliły wszystkich wykonawców. I nagle wszystko się zaczęło. Perkusje bębniły, gitary szalenie grały, a wokalista śpiewał. Wszystko obserwowałam zza kulisów. Ops, nie przedstawiłam się. Jestem Wendy, mam 15 lat. Posiadam anielskie skrzydła na których potrafię latać. Dostałam od Boga misje do spełnienia. Polega na tym że musze z ludzi wyciągać demony, coś w stylu egzorcysty. A poza tym mam długie, białe włosy, bladą karnacje i szczupłą sylwetkę. Panicznie boję się ognia, ale za to po prostu nie boję się zabijać, Każdy człowiek ma stracha przed mną ponieważ kiedyś zapewniłam mojej nauczycielce za niesprawiedliwość… śmierć. Nie miałam nigdy wyrzutów sumienia, a to zdarzenie z człowieka zmieniło mnie w potwora.
    W którymś momencie upadłam na ziemię przyciągając uwagę wszystkich tam pracujących. Podbiegła do mnie moja szefowa (pracowałam przy koncertach jako makijażystka )
 - Wendy, weź sobie dzisiaj wolne – odparła swoim melodyjnym głosem pomagając mi wstać
 - Dobrze – odpowiedziałam
    Szybko wyszłam z małego pomieszczenia za sceną. Koncert trwał w najlepsze. Skierowałam się w stronę polan. Tam właśnie mieściła się moja willa i ranczo konne. Szłam w zamyśleniu kiedy coś na mnie wyskoczyło z krzaków. Spostrzegłam że jest to mój pies, owczarek niemiecki, a wabił się Cezar. Przy jego obroży widniała kartka…

Wendy wracaj natychmiastowo na ranczo, dzieją się tam dziwne rzeczy.

Angello

 - Dobra, to trzeba się pospieszyć – odparłam do psa, a ten odszczekną mi w odpowiedzi.
     Rozłożyłam wielkie białe skrzydła i ruszyłam szybkim lotem. Leciałam ponad chmurami żeby mnie nie zauważono. Po chwili byłam już na miejscu. Znajdowało się tam dwoje moich przyjaciół i stado koni. Były bardzo podenerwowane.
 - Czyli mamy tu jakiegoś dużego wroga albo nawet kilku- odparł chłopak
    Kiedy popatrzyłam się w jego zielone oczy widziałam niepokój
 - Dobra Wendy, nie gap się tak na niego bo go jeszcze zjesz – powiedziała dziewczyna
    Od kilku dni jest strasznie zazdrosna o to że dużo czasu spędzam z Angellem na przejażdżkach konnych.
 - Dobra, dobra – odpowiedziałam
    Kiedy tak się przekomażaliśmy, ktoś niezauważalnie podszedł do mnie, i to nagłe uczucie bólu w okolicach brzucha. Zrobiło mi się ciemno przed oczami a wołania ucichły. Była tylko ciemność, ból i cisza. To wszystko przerwał czyjś głos. Taki znajomy ale tak nieznajomy. Ciemność przerwała jasność i nagle spostrzegłam że leże na polanie, a obok mnie blondyn w podobnym wieku do mnie.
 - przepraszam że w ten sposób ale nie potrafiłem inaczej – odparł
 - Austin? – zapytałam ze złami w oczach
 - Tak to ja. Mam do ciebie sprawę, kiedy będziesz gotowa to ją zrozumiesz. A więc tam gdzie się ukrywałem smoki się buntują, a my potrzebujemy ciebie. Tak jak mówiłem jak będziesz gotowa to mnie znajdziesz…
    Nic więcej nie usłyszałam. I nagle to światło. Obudziłam się. Leżałam na swoim łóżku. Szybko podniosłam podkoszulek ale żadnej rany nie było. Zaklęcie leczenia działa bez mojej wiedzy. Postanowiłam że do końca dnia zostanę w moim pokoju i będę główkować nad sem, a potem oddam się Morfeuszowi…

2 komentarze:

  1. No nareszcie rozdział się pojawił^^. A już nie mogę się doczekać następnego!!.
    Rozdział super..tylko szkoda że krótki, ale to szczegół ^^.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy:D
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :)
    ślę buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę ciekawa fabuła. Podoba mi się główna bohaterka, a w Tobie wyczuwam duży potencjał. Jednak doczytałam się paru znaczących błędów, ale mam nadzieję że nie przeszkodzi to w snuciu twojego opowiadania. Czekam na dalsze rozdziały!!!
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń